Pomnik
Pomnik

W związku z koncertem „Gramy doBBro” przypomina się bielska historia z lat międzywojennych.

Też chodziło o upamiętnienie ofiary zbrodni motywowanej polityczną nienawiścią – pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza.
Skojarzenie zamachu na Pawła Adamowicza z zabójstwem dokonanym 16 grudnia 1922 w warszawskiej Zachęcie przez Eligiusza Niewiadomskiego pojawiło się w mediach już w pierwszych godzinach po tragicznym zdarzeniu w Gdańsku. Również ci, którzy chcieli zmniejszyć jego społeczną wymowę, kroczyli przedwojennymi ścieżkami. Felietonista „Gościa Niedzielnego” nawiązał wprost do artykułu Stanisława Strońskiego, opublikowanego w dzienniku „Rzeczpospolita” (którego był redaktorem naczelnym) nazajutrz po warszawskiej zbrodni.
Profesor Stroński (1882–1955) – uczony, polityk, dziennikarz, wydawca – należał do najaktywniejszych przedstawicieli swego pokolenia. Jego prace na temat trubadurów i literatury prowansalskiej XII wieku mają do dzisiaj wartość naukową. Jako pełen temperamentu publicysta, związany z obozem narodowej demokracji, był uczestnikiem wielu głośnych polemik i twórcą sformułowań, które weszły do języka potocznego.
Najsłynniejszy był chyba „cud nad Wisłą”. 14 sierpnia 1920, w przeddzień bitwy warszawskiej, Stroński opublikował artykuł „O cud Wisły”. Tydzień później napisał w felietonie, że „cud się ziścił. A ten cud, to był wysiłek woli narodu, który zrozumiał, że lekkomyślność w zamierzeniach i niedbałość w urządzeniach doprowadziły go na skraj przepaści”. Miało to odebrać Piłsudskiemu zasługę zwycięstwa.
Do historii przeszła kampania prasowa Strońskiego w grudniu 1922 po wyborze Narutowicza na prezydenta. Jego kandydatura zyskała większość dzięki głosom posłów mniejszości narodowych. Dlatego 10 grudnia w artykule „Ich prezydent” Stroński pisał: „Wybór ten, zdumiewająco bezmyślny, wyzywający, jątrzący, wytwarza stan rzeczy, z którym większość polska musi walczyć”. Kiedy dochodziło w stolicy do demonstracji i burd ulicznych, o co prasa demokratyczna, liberalna i lewicowa oskarżała endecję, Stroński odpowiadał: „Naród, w którego żyłach płynie krew, a nie gnojówka, musi się wzburzyć” („Obłuda”, 12 grudnia). W kolejnym tekście nazwał Narutowicza „skuteczną zawadą” na drodze do odrodzenia gospodarczego państwa i sposobem na utrwalenie wpływu Piłsudskiego – „Naj bude jak buwało. To znaczy ta zawada” („Zawada”, 14 grudnia). Artykuł w gazecie miał wtedy siłę rażenia dzisiejszych wpisów w mediach społecznościowych i programów telewizji razem wziętych.
Po strzałach w Zachęcie, artykułem „Ciszej nad tą trumną!” usiłował odsunąć odpowiedzialność od narodowców, przy okazji znów atakując Piłsudskiego: „Śp. Gabriela Narutowicza wystawili na sztych wyboru przeciw większości polskiej, a głosami tylko mniejszości polskiej z rozstrzygającym wpływem obcych narodowości tacy, którzy sami dla siebie wyboru takiego nie chcieli i nie przyjęliby”. Że miał w tym trochę racji, świadczy lektura wspomnień Piłsudskiego o Narutowiczu wydanych w 1923, w których wyczuwa się poczucie winy autora czy może melancholijną świadomość, że ów budowniczy elektrowni wodnych, który porzucił dochodowe zajęcie i przybył ze Szwajcarii, by pracować dla odrodzonej Polski – zginął niejako w zastępstwie, zachęcony przez niego do przyjęcia urzędu.
Jednak to Strońskiego obarczano powszechnie moralną odpowiedzialnością za śmierć prezydenta. Nawet, obawiając się samosądu, zamieszkał na krótko u przyjaciół. Po latach, na wojennej emigracji, wyznał Adamowi Pragierowi – socjaliście, z którym współpracował w rządzie Sikorskiego – że kampania przeciw Narutowiczowi była największym błędem jego życia.
Bielsko to pierwsze w międzywojennej Polsce miasto, gdzie stanął pomnik zamordowanego prezydenta. Kulisy budowy szczegółowo opisał Jerzy Polak w książce „Z badań nad dziejami Bielska-Białej od XIII do XX wieku” (wyd. 2007). 
Było to już po zamachu majowym. Pomysł wyszedł prawdopodobnie od sanacyjnego wojewody Michała Grażyńskiego, kierującego Związkiem Powstańców Śląskich. Grupa bielska związku powołała czerwcu 1927 komitet zbierający składki na ten cel. Monument miał podkreślać przynależność miasta do państwa polskiego – ówczesne Bielsko miało najwyższy odsetek ludności niemieckiej i żydowskiej spośród wszystkich miast województwa śląskiego (76%). Można się było spodziewać jego akceptacji ze strony bielskich Niemców – w 1922 ich gazety z pewną nadzieją witały wybór Narutowicza. I rzeczywiście, Rada Gminna (23 Niemców, 7 Polaków, 6 Żydów) okazała przychylność – zwłaszcza burmistrz Kuno de Pongratz, zwolennik poprawnej koegzystencji narodowości w mieście; protestowały natomiast tutejsze kręgi endeckie.
Wybrano miejsce na Placu Blichowym, niedaleko Domu Polskiego. Bardziej centralne lokalizacje (przed teatrem czy obok hotelu Prezydent) były już dla bielskich Niemców nie do przyjęcia. Kamień węgielny wmurowano 3 października 1927 z udziałem prezydenta RP Ignacego Mościckiego. Projekt pomnika powstał dopiero w 1928, wtedy również umówiono się z autorem popiersia prezydenta, prof. Janem Raszką. Na skutek skandalu finansowego w ZPŚl powołano nowy komitet pod kierunkiem profesora w gimnazjum polskim, Franciszka Stokłosy i w czerwcu podpisano umowę z władzami miasta oraz firmą budowlaną. Ważną częścią przedsięwzięcia była przebudowa placu – dotąd mało atrakcyjnego, o wyglądzie wydeptanego boiska – na pełen zieleni skwer.
Odsłonięcie pomnika 28 października 1928 stało się wielką uroczystością. Najpierw msza w kościele św. Mikołaja, gdzie chór Towarzystwa Teatru Polskiego śpiewał „Bogurodzicę”. Po nabożeństwie olbrzymi pochód (żołnierze, powstańcy, młodzież polska i niemiecka, poczty sztandarowe, strażacy, skauci, członkowie Sokoła) przeszedł na plac noszący odtąd nazwę Narutowicza. Zgromadziło się ponad trzy tysiące osób. Obok pomnika ustawiły się delegacje ze sztandarami (m.in. z Cieszyna, Żywca, Pszczyny, górale z Istebnej). Obecni byli niemal wszyscy radni (zabrakło przywódcy niemieckich nacjonalistów Rudolfa Wiesnera).
Aktu odsłonięcia dokonał Grażyński, który uznał monument za „akt zbiorowej ekspiacji za zbrodniczy czyn” i zapowiedź „nowych, lepszych czasów, wyzutych z nienawiści i bratniej rozterki”. Burmistrz de Pongratz podkreślił, że pomnik jest „nie tylko ozdobą miasta, ale wyrazem idei, że jedynie współpraca służy Polsce”. Następnie odbyła się defilada, żołnierski obiad w „Strzelnicy” dla powstańców i gości, wieczorem akademia w teatrze. O wydarzeniu pisała prasa ogólnopolska, powstały nawet materiały filmowe.
Nie wspominano tylko o pewnym szczególe. Na pomniku stanęło tymczasowe popiersie ze spatynowanego gipsu. Rzeźbiarz Raszka obawiał się, by nie odpadł nos, dotykany przez flagi łopoczące na wietrze. Odlew z brązu był gotowy dopiero za kilka miesięcy.
Nie licząc figur św. Jana Nepomucena i Neptuna na rynku, pomnik Narutowicza był drugim po pomniku Lutra, a pierwszym świeckim monumentem w dziejach miasta. Istniał krótko. Lepsze czasy nie nadeszły. We wrześniu 1939 został zdemolowany przez bielskich hitlerowców, później zlikwidowano obelisk. W pierwszych latach po wojnie przy cokole odbyło się kilka uroczystości, ale około 1950 roku zlikwidowano całe założenie. W 1951 zmieniono nazwę placu na plac Obrońców Pokoju, a w 1961 postawiono tam pomnik Mickiewicza (i ponownie zmieniono nazwę).
W 1988 na łamach „Kroniki” Franciszek Jężyk zgłosił pomysł odbudowy pomnika, przypominany później kilkakrotnie bez skutku. Może warto do tego wrócić?
 
Janusz Legoń
 
Na zdjęciu: Uroczystość odsłonięcia pomnika Narutowicza w Bielsku. 28 października 1928. Źródło: NAC


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama