Kurier.BB – Gazeta Miejska
Pomnik granicy
Pomnik granicy

W Czeskim Cieszynie przed świeżo wyremontowanym gmachem Muzeum Těšínska 28 lipca odsłonięto pomnik w formie słupa granicznego.

Uroczystość odbyła się w setną rocznicę podziału Śląska Cieszyńskiego między Polskę i Czechosłowację i wywołała burzliwe dyskusje po obu stronach Olzy. Monument coraz częściej nazywany bywa „pomnikiem granicy”. Ta nazwa pewnie się przyjmie.
Stylizowana replika czechosłowackiego słupa granicznego, której autorem jest rzeźbiarz Martin Kuchař, stoi na postumencie z napisem: „Z okazji setnej rocznicy ustanowienia granic państwowych na Śląsku Cieszyńskim, Orawie i Spiszu oraz powstania miasta Czeski Cieszyn”. 
 
Z faktami się nie dyskutuje. Tak było. 28 lipca 1920 Rada Ambasadorów w Paryżu podpisała dokument regulujący przebieg granicy między powstałymi w 1918 roku państwami: Rzeczpospolitą Polską i Republiką Czechosłowacką. Kończący, jak się wydawało, spór o granice toczony od pierwszych dni niepodległości. 
 
Początkowo strona polska miała przewagę. W porozumieniu z 5 listopada 1918 zawartym przez Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego z czeską Krajową Radą Narodową dla Śląska ustalono, że tymczasowo powiaty bielski, cieszyński i większa część frysztackiego przypadną Polsce, a powiat frydecki i reszta frysztackiego – Czechosłowacji. To tymczasowe rozstrzygnięcie (ostateczne decyzje miały zapaść na szczeblu międzyrządowym) było satysfakcjonujące dla Polski. Dlatego Czechosłowacja, ze względów strategicznych zainteresowana linią kolejową Bohumin–Koszyce, a powodów gospodarczych kopalniami i hutą w Trzyńcu, spróbowała polityki faktów dokonanych. Warto pamiętać, że nie była to wyłącznie czeska specjalność, również Polska w walce o swoje granice uciekała się do tej metody, jak choćby w akcji zwanej „buntem Żeligowskiego”, w wyniku której Wilno znalazło się w granicach II RP. 23 stycznia 1919 roku żołnierze czechosłowaccy pod dowództwem płk. Josefa Šnejdarka wkroczyli na Śląsk Cieszyński. Do kulminacji walk (momentami bardzo krwawych) doszło 28–30 stycznia doszło w bitwie pod Skoczowem. Pod naciskiem mocarstw sprzymierzonych (tzw. Ententy) zawarto 3 lutego 1919 rozejm, dający co prawda Czechosłowacji niewielkie korzyści terytorialne, ale skutkujący umiędzynarodowieniem sporu. 
 
27 września 1919 podjęto w Paryżu decyzję o przeprowadzeniu plebiscytu na Śląsku Cieszyńskim. To spowodowało, że do czechosłowacko-polskiego sporu między państwami doszły dodatkowe czynniki: kalkulacje mieszkających w tym regionie Niemców i Żydów oraz postawa zwolenników Śląskiej Partii Ludowej, tzw. „ślązakowców”, której przywódcą był Józef Kożdoń.
 
Po listopadzie 1918 roku tutejsi Niemcy i Żydzi przyjęli postawę wyczekującą. Początkowo mieli nadzieję na przyłączenie regionu do jakiejś nowej formy państwa austriackiego lub do Niemiec, później optowali za powstaniem samodzielnego państewka śląskiego. Swój interes gospodarczy i polityczny widzieli w tym, by region nie był podzielony. Aktywnie na rzecz zachowania integralności Śląska Cieszyńskiego i powołania odrębnego bytu państwowego działali wówczas zwolennicy Kożdonia. Po ogłoszeniu, że odbędzie się plebiscyt, liczba możliwych opcji zmniejszyła się do wyboru między Polską i Czechosłowacją. W tej sytuacji Niemcy z powiatu bielskiego i cieszyńskiego ostrożnie optowali za Czechosłowacją – jako krajem bardziej „zachodnim”, bardziej uprzemysłowionym w przeciwieństwie do rolniczej Polski; liczyli też, że w państwie czechosłowackim będą mieli większe znaczenie ze względu na większy odsetek ludności niemieckiej i silniejsze związki gospodarcze z Republiką Weimarską. Odmiennie kalkulowali bielscy fabrykanci z sektora tekstylnego, opowiadający się za Polską ze względu na swoje interesy w dawnej Galicji i Królestwie Polskim. Ale już ich koledzy z branży maszynowej większą korzyść widzieli w związku z Czechosłowacją. Odmiennie kalkulowali Niemcy z Frydka czy Frysztatu, być może ze względu na pierwsze doświadczenia z administracją czechosłowacką. 
Tymczasem kożdoniowcy w nowej sytuacji zdecydowanie opowiedzieli się za Czechosłowacją. Nie z sympatii do tego państwa, ale kalkulując, że to jedyna szansa, by cały Śląsk Cieszyński (wraz z powiatem bielskim) nie znalazł się w granicach Polski. „Czesi i Ślązacy w połowie choćby tylko z pewną częścią Niemców uzyskują niechybnie znaczną większość. Jakżeby potem ententa mogła wbrew wyraźnej woli ludu rozstrzygać” – pisała ich gazeta „Ślązak” po ogłoszeniu decyzji o plebiscycie. W tej sprawie środowisko Śląskiej Partii Ludowej nie było jednak jednomyślne. Frakcja Adama Sikory, wydająca w Bielsku pismo „Republika”, głosiła, że to właśnie przynależność do Polski całego Śląska Cieszyńskiego (łącznie z etnicznie czeskim powiatem frydeckim) dawałaby szansę na niepodzielność regionu i jego autonomię. W kwestiach gospodarczych zwolennicy Sikory przekonywali, że sytuacja w obydwu państwach jest podobna, a uprzemysłowiony Śląsk przyłączony do rolniczej Polski będzie miał większe znaczenie, niż gdyby przyłączyć go do uprzemysłowionej Czechosłowacji. „My chcemy Śląska wolnego pod wspólną strzechą  z wielką i potężną Polską” – pisała w lutym 1920 „Republika”, strasząc czytelników, że w granicach Republiki Czechosłowackiej Śląsk Cieszyński będzie zarządzany przez napływowych „chciwych Czechów”. Zwolennicy Sikory stanowili jednak mniejszość w ŚPL.
 
Rzetelnie badający te sprawy Grzegorz Wnętrzak (m.in. w książce „Stosunki polityczne i narodowościowe na pograniczu Śląska Cieszyńskiego i Galicji Zachodniej w latach 1897–1920”, Toruń 2014) zauważa, że arbitralna decyzja Rady Ambasadorów z lipca 1920, przez wszystkie strony konfliktu odebrana jako klęska, z polskiego punktu widzenia nie była jednak najgorszym rozwiązaniem. Polskie nadzieje na zwycięstwo opierały się na szacunkach, że ok. 55% mieszkańców regionu stanowi ludność polska. Tyle że kożdoniowcy (deklarujący w austriackich spisach ludności język polski jako ojczysty) stanowili ok. 20% spośród nich. W tej sytuacji plebiscyt mógł zostać przegrany przez Polskę o kilka-kilkanaście procent. Ważny był też czynnik geograficzny: o ile uświadomieni narodowo Polacy zamieszkiwali środkową i północno-zachodnią część regionu, to w części wschodniej (czyli powiecie bielskim, sięgającym wówczas po Skoczów i Wisłę) znaczną siłę stanowili zwolennicy partii Kożdonia. Przy wsparciu tutejszych Niemców były duże szanse, że właśnie ten powiat opowiedziałby się za Czechosłowacją, co skutkowałoby przyłączeniem do tego państwa całego regionu. Trójkolorowe słupy graniczne mogły stanąć nad Białką.
Jeśli zrezygnować z myślenia, że „nasze” bezwarunkowo musi być na wierzchu, widać, że nie było wówczas sprawiedliwego rozwiązania. 
 
Kolejne rozdziały tej opowieści (a każdy z nich owocował cierpieniem zwykłych ludzi, na których spadały wyroki wielkiej historii) to zajęcie Zaolzia przez Polskę w 1938 i ustalenie granicy po II wojnie światowej ponownie na linii Olzy, wbrew polskim nadziejom. A wreszcie przełom 1989, po którym uwolnione od sowieckiej kurateli państwa wyrzekły się myśli o granicznych rewindykacjach. A mieszkańcy rozdzielonych rzeką miast i części regionu zaczęli praktykować wspólne działanie oparte na dialogu i wzajemnym szacunku, ułatwione po przystąpieniu obu państw do strefy Schengen w 2008 roku. Od tamtej pory granica przestała być przeszkodą dla budowania wspólnej tożsamości całego Śląska Cieszyńskiego – różnej, ale niesprzecznej z tożsamością narodową i państwową.
 
Choć od gorących sporów o przynależność państwową regionu minęło całe stulecie, przygraniczny dialog ciągle wymaga od każdej ze stron wyczulenia na wrażliwość partnerów. Tego inicjatorom czeskocieszyńskiego „pomnika granicy” zdecydowanie zabrakło. Można było formę pomnika i treść napisu przedyskutować, jeśli nawet nie z polskimi partnerami zza Olzy, to chociaż z czeskimi mieszkańcami Czeskiego Cieszyna, zaangażowanymi we współpracę z Polakami – bo i z tej strony po odsłonięciu monumentu popłynęły głosy oburzenia. Tego zabrakło i postawiono w trudnej sytuacji Gabrielę Staszkiewicz i Gabrielę Hřebačkovą – burmistrzynie obydwu miast, które wzięły udział w uroczystości. Czy burmistrz Cieszyna powinna uczestniczyć w obchodach stulecia Czeskiego Cieszyna? Jak najbardziej. Czy burmistrzyni Czeskiego Cieszyna powinna była ją zaprosić? Oczywiście. 
 
Ale jak w takiej sytuacji radzić sobie z trudną przeszłością – zapomnieć, zignorować? W żadnym wypadku. Prawda o dawnych konfliktach, pod warunkiem, że oświetlana z różnych punktów widzenia, może być inspiracją do wspólnego działania i podstawą dobrych, trwałych relacji. Odpornych na motywowane nacjonalistycznie incydenty, które zdarzają się co jakiś czas po każdej stronie, a i w przyszłości zapewne ich nie zabraknie.
 
Janusz Legoń
 


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama