Kurier.BB – Gazeta Miejska
Dwa awanse
Dwa awanse

Oby to już był ostatni awans Podbeskidzia do ekstraklasy! Dwa razy wystarczy, a trzeci raz nie będzie konieczny… jeśli TSP już nigdy nie spadnie :-)

Za pierwszym awansem, w 2011 roku, miałem zaszczyt być prezesem klubu. To jedna z najlepszych przygód mego życia, w dodatku zwieńczona sukcesem (co w wypadku moich przygód, nawet tych fajnych, nie jest regułą). 
 
Prezesem byłem raptem niecałe dwa lata, ale to wcale nie był początek moich związków z klubem. Zaczęło się wiele lat wcześniej, jeszcze za starej nazwy Marbet-Ceramed i za prezesa Antonika. Klub awansował na zaplecze ekstraklasy, grał tam pół sezonu i dotarł do ściany, przede wszystkim finansowo. Marian, którego dobrze znałem, powiedział: pomóż, dłużej nie pociągniemy. Zebrałem wtedy kilkanaście osób i powołaliśmy stowarzyszenie Towarzystwo Sportowe Podbeskidzie, które przejęło najpierw finansowanie a potem prowadzenie klubu, a ja zostałem wiceprezesem. I wtedy z Marianem Antonikiem ustaliliśmy, że skoro rezygnujemy z nazw sponsorów w nazwie klubu to najlepiej będzie nazwać go Podbeskidzie. Wtedy też pojawia się hasło „Idzie, idzie Podbeskidzie!”, które do dziś jest znakiem rozpoznawczym naszego klubu.
 
Odszedłem z klubu trzy lata później, gdy postanowiłem złożyć do prokuratury doniesienie o podejrzeniu korupcji w pamiętnym dla starszych kibiców meczu, przegranym 0:3 na własnym boisku z Jastrzębiem. Zarząd mnie nie wsparł, uznałem że nie jest mi z nimi po drodze, wraz z doniesieniem złożyłem też dymisję. Nie żałuję, kilka lat później winni korupcji dostali wyroki (także działacze z Jastrzębia) a nowy zarząd klubu zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc i powołał na pełnomocnika w postępowaniu przed Wydziałem Dyscyplinarnym PZPN. Udało się, byliśmy pierwszym w Polsce klubem, który rozliczył się z przeszłością, a to że kojarzono mnie już wcześniej z walką z korupcją też miało na ten wymiar kary (zaledwie 6 punktów ujemnych) istotny wpływ. 
 
Trzeci raz przyszedłem do klubu za namową ówczesnego prezesa Jurka Wolasa, którego sprawy zawodowe zmusiły do szukania kogoś, kto przejmie jego obowiązki w klubie. Bardzo szybko się dogadaliśmy i przejąłem stery w TSP, a Jurek bardzo mi pomógł swoją wiedzą i doświadczeniem. Skończyło się pierwszym awansem w 2011 i… kolejnym odejściem z klubu. 
 
To było chyba najbardziej zaskakujące: bo awans do ekstraklasy, bo półfinał Pucharu Polski, bo nowi sponsorzy, bo utworzenie spółki akcyjnej, bo podwojenie budżetu, bo świetna atmosfera wokół klubu – czego chcieć więcej? Cóż, jak wszyscy wiedzą, sukces ma wielu ojców, ale może nie wszyscy wiedzą, że w tamtym czasie ojciec każdego sukcesu mógł być tylko Jeden. Tak, TEN JEDEN. I kiedy tuż po fecie z okazji awansu na spotkaniu u prezydenta na jego biurku zobaczyłem starannie gromadzone wycinki z gazet, z zaznaczonym na żółto nazwiskiem prezydenta i z zaznaczonym na zielono moim nazwiskiem, i kiedy zorientowałem się, że zielonego jest znacznie więcej – zrozumiałem. Dotarło do mnie, że to koniec mojej przygody z klubem. Do tej pory mi za dwa miesiące nie zapłacili, ale niech tam!
 
Potem przez lata ćwiczenia z cierpliwości i wreszcie jest! Nowy prezes, ambitny i zdolny trener, odrodzenie marketingu, nowi sponsorzy – było wszystko co trzeba, by znowu awansować. Mam nadzieję, że na biurku prezydenta tym razem leży tylko wniosek o podwyżkę dla prezesa.
 
Janusz Okrzesik
 
Zobacz też:

 


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama