Kurier.BB – Gazeta Miejska
Grunwald
Grunwald

Rynek w Bielsku, 15 lipca 1939. Mężczyźni z transparentami, biało-czerwone flagi.

Napisy: „Renegatów wyleczymy lub przepędzimy”, a zaraz obok, najwyraźniej widoczny: „Powstańcy Zaolzia z Trzyńca”. 
Kiedy odnalazłem tę fotografię w Narodowym Archiwum Cyfrowym, w pierwszej chwili sądziłem, że to jakieś triumfalne pokrzykiwania, jakich było sporo po aneksji zaolziańskiej części Śląska Cieszyńskiego (wojska polskie wkroczyły do Czeskiego Cieszyna 2 października 1938). Ale „powstańcy Zaolzia”? Nie było tam przecież żadnego powstania... zapewne chodzi o Milicję Polską Śląska Cieszyńskiego, ochotniczą formację z okresu polsko-czechosłowackiego konfliktu o Śląsk Cieszyński w 1919. Zastanawiało jednak przede wszystkim, kogóż to bielscy demonstranci zamierzali przepędzać (!?) albo leczyć (!?). Złowrogie słowa. Powiększając zdjęcie w komputerze, można częściowo odczytać trzeci transparent „...czość Niemcó... ...owiemy Grunwaldem”. Na zaborczość (?) Niemców odpowiemy Grunwaldem? Chyba tak... Nie chodziło tu o Czechów czy jakichś „renegatów” zza Olzy. 
Sprawa rozjaśnia się całkowicie, gdy sięgnąć do ówczesnej prasy. Ukazująca się w środy i w soboty gazeta „Echo Beskidzkie”, której redaktorem był Józef Jastrzębski (zawodowy wojskowy w stopniu porucznika, działacz Towarzystwa Teatru Polskiego), zapowiadała 12 lipca, że Obchód Grunwaldzki zorganizowany z okazji 529 rocznicy zwycięstwa nad Krzyżakami, pomyślany pierwotnie jako lokalna manifestacja, przybierze większe rozmiary, jako że na uroczystość zgłaszają się liczne grupy z powiatów bielskiego i bialskiego, młodzież wiejska w strojach regionalnych spod Oświęcimia i Jawiszowic oraz, zza Olzy, grupa trzystu „górników z Trzyńca”. Ponadto zwracano uwagę, że rocznica średniowiecznej bitwy zbiega się z 25-leciem wydarzeń z 28 czerwca 1914, „kiedy to rozwydrzone grupy Niemców bielskich nie chciały dopuścić Sokoła do «Domu Polskiego» w Bielsku. Podwójna uroczystość dnia 16 lipca br. będzie żywiołową manifestacją mocy i prężności Narodu Polskiego – w walce o święte prawa”.
W dniu uroczystości na pierwszej stronie „Echa...” ukazał się artykuł „Zwycięstwo należy wyzyskać” przypominający okoliczności bitwy i nawiązujący do głównego motywu polskiej refleksji nad Grunwaldem – tezy, że ten triumf militarny nie został należycie wykorzystany, bo Zakon pobito, ale nie zniszczono, co miało dalekosiężne konsekwencje w historii. Autor (zapewne red. Jastrzębski) porównuje ten fakt do I wojny światowej: „Wielka Wojna toczyła się właściwie o supremacje nad morzami, którą Niemcy usiłowali wydrzeć Anglii. Ale po zwycięstwie — właśnie angielscy mężowie stanu (Lloyd George) czuwali nad tym, by Niemcy nie zostały zanadto osłabione, by Francja nie zyskała hegemonii w Europie. Skutki niewyzyskania zwycięstwa w Wielkiej Wojnie widzimy dzisiaj, i świat szykuje się do nowej krwawej rozprawy, która ma naprawić błędy europejskiego... Grunwaldu”.
18 lipca „Echo Beskidzkie” umieściło szczegółową relację z uroczystości grunwaldzkiej, która rzeczywiście była imponująca. Od rana we wszystkich dzielnicach Bielska i Białej rozlegała się muzyka orkiestr „prowadzących szeregi umundurowanych i nieumundurowanych organizacyj, które udawały się na uroczyste nabożeństwa”. Następnie wszyscy udali się na bielski Rynek. Demonstracja odbywała się w obecności władz cywilnych i wojskowych na czele z gen. bryg. Józefem Kustroniem – nie tylko dowódcą 21 Dywizji Piechoty Górskiej, ale także prezesem oddziału Polskiego Związku Zachodniego. Przemawiał Władysław Wilczyński, kapitan w stanie spoczynku, działacz PZZ. „W świetnie zbudowanym przemówieniu podkreślił mówca, że Polacy w Bielsku-Białej są nie tylko gospodarzami, lecz panami sytuacji, o czym mniejszość niemiecka powinna pamiętać!”. Następnie zabrani udali się na miejsce wydarzeń z czerwca 1914 (ówczesna ul. Republikańska, most Józefa Piłsudskiego), gdzie płomienne przemówienie wygłosił zasłużony krzwiciel polskości w Bielsku, Klemens Matusiak, ówczesny inspektor okręgu szkolnego. Stamtąd pochód – „poprzedzony dziarskim oddziałem wojska i tak samo dziarsko i pięknie wygladającym oddziałem konnego P.W. [Przysposobienia Wojskowego]” – przeszedł na ul. 3 Maja, gdzie przedefilował przed gen. Kustroniem, rzucając przed jego trybunę niesione w pochodzie kopie 51 sztandarów krzyżackich(!). „Pierwszym rzucono sztandar z czarnym orłem, herbem pruskim, za nim poszła reszta sztandarów. Zdumiona w pierwszej chwili, gdyż nie rozumiejąca, co to znaczy – publiczność poczęła bić niemilknące brawa, a na twarzach wszystkich odmalowywało się wzruszenie, uświadomiono bowiem sobie, że… historia lubi się powtarzać!” – relacjonował sprawozdawca „Echa...”. Wieczorem w teatrze odbyło się okolicznościowe spotkanie. Przemówił Zygmunt Lubertowicz, następnie „odbyła się melo-deklamacja por. Jastrzębskiego — przy udziale prof. Henryka Wolfsthala, który zilustrował muzycznie piękny wiersz Władysława Broniewskiego dyskretną muzyką własnej kompozycji”. Gazeta nie podała tytułu utworu, ale najprawdopodobniej był to słynny „Bagnet na broń”. Deklamowano jeszcze wiersze Lubertowicza (p. Stokłosiński) i Niemcewicza (Adaś Wagner), natomiast pieśni kompozytorów polskich zaśpiewali sopranistka Leopoldyna Poczynkówna i Rudolf Luszczak. Wieczór zakończyła sztuka Józefa Rączkowskiego „Wóz Drzymały” w wykonaniu amatorów z Sekcji Dramatycznej Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” II w Bielsku.
Przeglądanie ostatnich przed wojną numerów „Echa Beskidzkiego” pozwala poczuć tę gorącą atmosferę dwumiasta przeczuwającego wojnę, która zakończy wielonarodowy rozdział jego historii. W tych dniach niemal każda informacja odnosi się do zachowania bielskich Niemców, zwłaszcza zwolenników nacjonalistycznej, a w tym czasie jawnie nazistowskiej Jungdeutsche Partei in Polen, kierowanej przez urodzonego w Aleksandrowicach senatora RP Rudolfa Wiesnera. 
Nie tylko areną, ale i jednym z frontów zimnej wojny polsko-niemieckiej w Bielsku był wówczas teatr miejski. Od 1921 działały w nim dwa towarzystwa teatralne, podzielone narodowościowo: Towarzystwo Teatru Polskiego i niemieckie Bielskie Towarzystwo Teatralne. W 1938 Wiesner założył Niemieckie Towarzystwo Teatralne w Bielsku. Spory między dwiema niemieckimi organizacjami stały się dla władz miasta pretekstem do oddania teatru w zarząd Towarzystwa Teatru Polskiego, które, według „Echa...” z 28 czerwca, „jak najlojalniej zezwoliło nowemu towarzystwu niemieckiemu na korzystanie z teatru”. Korzystając z tej zgody, wiesnerowcy bezprawnie przejęli biura starszego towarzystwa niemieckiego, a kiedy pod tym pretekstem TTP, jako zarządca budynku, próbowało przejąć owe pomieszczenia dla siebie, sprawa skończyła się interwencją magistratu i rozprawą przed Sądem Grodzkim, który 14 lipca, w przeddzień rocznicy grunwaldzkiej, wydał wyrok, oddalający roszczenia Niemców. „Nie udało się, Panie Inż. Wiesner, i więcej się nie uda! TEATR W BIELSKU JEST POLSKI! Z tym trzeba się pogodzić!” – komentowała gazeta jeden z ostatnich epizodów niemiecko-polskiego sporu o teatr w naszym mieście.
Polami walki były także sklepy, których obsługa nie mówiła po polsku, a nawet targowiska. 31 maja autor podpisujący się pseudonimem Ślepowron opisał w artykule „Uczyć rozumu zajadłe szowinistki! (Pole działania dla Polek i Żydówek)” następujące zjawisko: handlujące na targu produktami żywnościowymi kobiety wiejskie ze Starego Bielska i okolic „uporczywie nie chcą mówić po polsku, a na pytania w języku polskim odpowiadają tylko po niemiecku”. Autor uważa, że mieszkając 20 lat w państwie polskim, nawet wieśniaczka byłaby w stanie nauczyć się podstawowych zwrotów i że w związku z tym należy rozpocząć „bojkot szowinistycznie usposobionych Niemek choćby miały najlepsze produkty — po najniższych cenach! Niech ani jedna Polka, ani jedna Żydówka — nie da zarobić bodaj grosza takiej wieśniaczce niemieckiej, która nie będzie chciała mówić lub przynajmniej — kaleczyć po polsku”.
Kim byli renegaci, do których odnosił się transparent na zdjęciu, wyjaśnia szczegółowo artykuł „Jeszcze słówko o renegatach” w numerze z 12 sierpnia. Dla autora są to m.in. ci Polacy, którzy w nadziei otrzymania pracy lub lepszego stanowiska w fabryce, której właścicielem jest Niemiec, zapierają się polskości i posyłają dzieci do niemieckich szkół. „Twierdzimy, z całą świadomością, że wbrew polskim programom nauczania i polskim interesom szkoły niemieckie przygotowują przyszłych morderców, zdrajców, sabotażystów, szpiegów itd. (choć większość z nich ma nazwiska polskie, otwarcie się przyznają, że nienawidzą Polski, dołączając do tego najgorsze, wzięte z języka ulicznic, epitety pod adresem naszej Ojczyzny i naszego Narodu”. 
Pisany na trzy tygodnie przed wybuchem wojny artykuł kończy się ostrzeżeniem: „miłosierdzia mieć nie będziemy. Skończymy z nimi wcześniej, niż się spodziewają. Panowie renegaci, macie «wóz i przewóz». Wybierajcie!”
 
Co było potem, wiadomo.
 
Po wojnie antyniemiecki sentyment, straszak „rewanżyzmu”, a i motyw Grunwaldu były intensywnie wykorzystywane przez władze komunistyczne do usprawiedliwienia swojej władzy i wiadomego „sojuszu” – zwłaszcza że Radio Wolna Europa było może amerykańskie, ale przecież nadawało z Monachium. Tej obróbce podlegaliśmy przez dziesięciolecia, ale chyba najsilniej przy okazji słynnego „Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich”, wystosowanego w 1965. Propagandyści Gomułki dobrze wyczuli okazję. Do wystąpienia przeciwko orędziu zachęcali szanowane osoby, na przykład byłych więźniów obozów koncentracyjnych (m.in. Mieczysław Dembowski, związany z bielskim teatrem aktor i reżyser, w czasie wojny więziony w Auschwitz i Sachsenhausen, wypowiedział się dla jednej z gazet). 
List biskupów, ze słynnym „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”, wymagał męstwa może nawet większego niż machanie mieczem oburącz na grunwaldzkim polu bitwy. Po latach stał się podstawą pojednania polsko-niemieckiego i jednym z dobitnych, choć nielicznych, dowodów, że etyczne działanie popłaca. Niekiedy jednak wymaga to nie tylko odwagi, ale i siły ducha, by przeciwstawić się większości. 
W Bielsku-Białej przekonał się o tym boleśnie Karol Wojtyła jako metropolita krakowski. 12 stycznia 1966 wizytował parafię Opatrzności Bożej w Białej i w kazaniu odnosił się do orędzia. Jak skrzętnie zanotował esbek obecny na nabożeństwie, w pewnym momencie „NN osobnik wzniósł kilkakrotnie okrzyki «odwołajcie to orędzie, wy zbrodniarze w sutannach, wy zbóje hitlerowskie – precz z faszystami». Wierni w kościele (2 tys.) jakkolwiek zaskoczeni – nie reagowali, zaś ów osobnik po wzniesieniu tego okrzyku opuścił kościół. Arcybiskup Wojtyła był zdeprymowany, ale kazania nie przerwał i do wzniesionych okrzyków nie ustosunkował się”.
 
 
Janusz Legoń
 
Foto: NAC
 


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama