Kurier.BB – Gazeta Miejska
Stary świat już nie wróci
Stary świat już nie wróci

Rozmowa z Januszem Szymurą, kanclerzem loży bielskiej BCC, prezesem REKORDU SI

29 kwietnia br. loża bielska Business Center Club zorganizowała wideokonferencję dla swoich członków. Poprowadził ją kanclerz loży, prezes firmy REKORD SI Janusz Szymura. W spotkaniu udział wzięło 14 członków BCC z sektorów budowlanego, automotive, IT i gospodarki odpadami. Przedsiębiorcom z regionu Bielska-Białej wideokonferencja umożliwiła wymianę informacji na temat bieżącej kondycji lokalnych przedsiębiorstw oraz planów i oczekiwań na najbliższą przyszłość. Na ten temat rozmawialiśmy z prezesem Januszem Szymurą. 
 
– Choć stopniowo luzowane, rządowe ograniczenia, wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa, obowiązują już od około dwóch miesięcy. Czym różniła się sytuacja lokalnych przedsiębiorstw w pierwszych tygodniach stanu epidemii w porównaniu do sytuacji obecnej?
– Z pewnością zarówno pandemia, jak też sam fakt wprowadzenia koniecznych w tej sytuacji ograniczeń, jest okresem trudnym zarówno dla pracodawców, jak i dla pracowników. Od razu, w pierwszych tygodniach ich obowiązywania, jednym z większych problemów była niedostępność przedszkoli i szkół. Wielu pracowników miało kłopot z zapewnieniem na czas pracy opieki nad swoimi dziećmi. Z dnia na dzień tam, gdzie to było możliwe, było trzeba wypracować taką organizację pracy, która pozwoli pogodzić obowiązki zawodowe z rodzicielskimi. Teraz wszyscy przyzwyczaili się do nowych warunków, choć wielu jest zmęczonych pracą zdalną. Zaczęty niedawno w niektórych branżach powrót do pracy stacjonarnej prawdopodobnie będzie długim procesem. 
 
– Różne sektory gospodarki odmiennie reagują na aktualny kryzys. Jak to wygląda w rozbiciu na poszczególne branże?
– Z wielotygodniowych obserwacji oraz z rozmów, w tym tej, jaką przeprowadziliśmy podczas wideokonferencji, wynika, że sytuacja jest dość zróżnicowana. Na pewno mocno ucierpiała branża samochodowa. Wiele firm straciło zamówienia, a produkcja stanęła. Na Podbeskidziu jest to mocno odczuwalne, bo znajduje się tutaj wiele firm z sektora automotive. Z kolei w branży IT tzw. software house’y, czyli firmy specjalizujące się w tworzeniu oprogramowania na konkretne zamówienie, zamknęły swoje biura, a niemal wszyscy pracownicy przeszli na tryb pracy zdalnej. Firmy IT,w których pracuje się nad ulepszaniem istniejących produktów, mają o tyle łatwiejszą sytuację, że wspierają klientów w pracy nad zakupionymi wcześniej produktami, toteż nie mają problemów z brakiem pracy. Niepewna jest natomiast sytuacja w branży budowlanej, nad którą wisi perspektywa zmniejszającej się liczby inwestycji. Dotychczasowy, długotrwały wzrost cen wykonawstwa i materiałów może się zatrzymać. Stabilizacja cen jest pewnie dobrą wiadomością dla zamawiających, ale w dłuższym okresie może to negatywnie wpłynąć na tę branżę. Co jasne, najbardziej na pandemii ucierpią  drobne usługi, bo odgórnie zakazano prowadzić działalność fryzjerom, kosmetyczkom czy rehabilitantom. Na szczęście, przynajmniej deklaratywnie, pomoc państwa kierowana jest w dużej mierze do tego rodzaju firm. 
 
– Jakie działania podejmują przedsiębiorcy, aby przeciwdziałać gospodarczym skutkom pandemii? 
– To wszystko zależy od wielkości firmy i naturalnie również od branży. Tam, gdzie jest to możliwe, prosi się pracowników o wybieranie zaległych urlopów, a część osób idzie na opiekę nad dzieckiem. Widać, że dobrzy pracownicy są ciągle w cenie, a przedsiębiorcy nie chcą ich stracić. Myślę, że cała ta sytuacja testuje relacje pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Od kilku lat w Polsce mieliśmy do czynienia z rynkiem pracownika. Obecna sytuacja przybliża nas do rynku pracodawcy, przy czym nie jest to kwestia posiadania przez niego uprzywilejowanej pozycji, lecz raczej wydarzeń, które przyszły z zewnątrz i utrudniają funkcjonowanie obu stronom. Natomiast mam wrażenie, że w tym momencie prawie wszyscy uświadamiają sobie, że to dzięki przedsiębiorcom istnieją miejsca pracy i pomoc w ich utrzymaniu leży w interesie wszystkich.
 
– Czy z rozmów pomiędzy przedsiębiorcami wynika, jakie są ich oczekiwania wobec regulacji rządowych?
– Jak wiemy, pojawiają się kolejne wersje tzw. tarcz antykryzysowych. Pierwsza tarcza niewiele oferowała większym firmom. W tej chwili, w kolejnej jej wersji, znajduje się już więcej elementów pomocowych, dedykowanych nie tylko małym firmom. Polski Fundusz Rozwoju, który zajmuje się transferowaniem środków dla przedsiębiorstw, oferuje pomoc firmom tracącym płynność finansową i stającym w obliczu decyzji o zwalnianiu pracowników. Uważam jednak, że przydałaby się nowa „mapa drogowa”, dostarczająca klarownych informacji na temat kolejności odmrażania różnych sektorów gospodarki. Na pewno nie łatwo ją stworzyć, bo przecież nie wiemy, jak będą się kształtowały statystyki przyszłych zachorowań. Z drugiej strony, jeśli władze państwowe wprowadzają ograniczenia, to właśnie od nich mamy prawo oczekiwać jasnych komunikatów odnośnie działań skierowanych do przedsiębiorstw. Wszyscy obserwują kierunki decyzji podejmowanych przez władze innych państw w Europie i zastanawiają się nad analogicznymi działaniami w naszym kraju. Takiego jasnego przekazu od początku brakuje nam wszystkim, nie tylko przedsiębiorcom. Wspomnę choćby o braku wiedzy na temat spodziewanego terminu otwarcia granic, co w naszym rejonie stanowi duży problem dla osób pracujących np. w Czechach. 
 
– Jakie są Pana przewidywania na najbliższe tygodnie i miesiące?
– Jeśli chodzi o samą walkę z epidemią, to mam nadzieję na rosnącą liczbę testów dostępnych dla wszystkich potrzebujących. Oczywiście największym wyzwaniem jest opracowanie szczepionki, która przybliży datę zwalczenia koronawirusa. Natomiast w tej chwili powinniśmy nauczyć się z nim żyć. Spodziewam się spadku zachorowalności, ale nie wiemy, co wydarzy się jesienią czy w przyszłym roku. Również firmy muszą być gotowe na wzrost zachorowań w późniejszym czasie. Stary świat już nie wróci pod znaną nam postacią, a biznes musi się do tej zmiany przystosować. 
 
 


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama