Kurier.BB – Gazeta Miejska
Poziomy gestów
Poziomy gestów

Ostatnie tygodnie upływają pod znakiem poruszających opinię gestów. Najwyższy poziom był chyba u nas, bo rzecz działa się na Klimczoku (1117 m n.p.m. ).

Otóż lokalny portal doniósł, że zniknęła stamtąd promocyjna flaga Bielska-Białej, a zamiast niej załopotał żółty orzeł na niebieskim tle. Niektórzy zidentyfikowali go jako symbol Ruchu Autonomii Śląska, przytomniejsi zorientowali się, że to flaga Księstwa Cieszyńskiego, bez względu jednak na te identyfikacje sprawa wzbudziła oburzenie bielszczan i bialan niechętnych jakimkolwiek skojarzeniom naszego miasta z jakimkolwiek Śląskiem. Hmm…, nie byłem dawno na Klimczoku i nie wiedziałem, że jakiś – zapewne specjalista do „markentingu” – postanowił granicę miasta ozdobnie zaznaczyć. A teraz inny mądry ozdobił ją inaczej. Po co w ogóle psuć góry tego rodzaju gadżetami? A jeśli już flaga, to może łaskawie barwy Rzeczypospolitej? 
Sprawa uruchomiła regionalnych aktywistów-pyskaczy. Znam ich z czasów, kiedy w Teatrze Polskim wystawialiśmy „Miłość w Königshütte” Villquista. Miało wówczas miejsce emblematyczne zdarzenie: na placu przed teatrem szalikowcy BKS-u skandowali „Bielsko to nie Śląsk”. Mentalnych szalikowców jest o wiele więcej niż kibiców tego biAlskiego z nazwy klubu piłkarskiego i oczywiście mieszkają nie tylko u nas. Furda fakty, nasze ma być na wierzchu! – wykrzykują co i raz, gdy tylko chodzi o wszelkie kwestie tożsamościowe (regionalne, narodowe, religijne, płciowe czy jakie tam). 
W przygotowywanej do druku książce prof. Marek Bernacki zamierza umieścić autobiograficzny szkic, m.in. o dzieciństwie w Bielsku-Białej w latach 70. Miałem już okazję to przeczytać. Zostały tam przypomniane wojny dziecięce, jakie w pierwszej połowie lat 70. odbywały się na tym osiedlu. To też moje wspomnienie. Hordy dzieciaków, biegających po osiedlu z jakimiś drewnianymi mieczami, ale też obrzucających się – jak przypomina Marek – glinianymi pociskami. Polami bitwy były często gruzowiska, na które budowniczowie osiedla wyrzucali uszkodzone fragmenty betonowych prefabrykatów, a popołudniami stawały się – ekstremalnymi z dzisiejszej perspektywy – placami zabaw dla dzieci, które łączyło jedno: wszystkie miały na szyi klucz do mieszkania. Główna linia podziału przebiegała pomiędzy „tutejszymi”, a tymi, których rodzice sprowadzili się do Bielska-Białej, by pracować w Fabryce Samochodów Małolitrażowych, ale zdaje mi się, że były jeszcze dodatkowe podziały, na przykład między poszczególnymi sektorami osiedla. Paradoks sytuacji polegał na tym, że wielu „tutejszych”, wcale tutejszymi nie było – wywodzili się z rodzin przybyłych do Bielska i Białej po 1945 roku z dawnych kresów wschodnich, które z wyroku Jałty znalazły się w granicach ZSRR (jak np. urodzony w Stanisławowie długoletni prezydent miasta). Więc i dla nich, tak samo jak dla „werbusów”, skomplikowana przeszłość tego kawałka Polski była czymś obcym – rodzinne groby mieli gdzie indziej. Między innymi z tych napięć, których wojny dziecięce są zapomnianym a malowniczym przykładem, wzięła się potrzeba nazywania okolic Bielska-Białej używanym z rzadka w XIX wieku określeniem Podbeskidzie. Ale także z potrzeby zatarcia przeszłości. Leżące na wschodniej rubieży Śląska Cieszyńskiego Bielsko i Biała, najdalej bodaj na zachód wysunięty skrawek Małopolski (w czasach zaborów Galicji) do połączenia się w 1951 roku rozwijały się razem, ale osobno. W historycznych krainach, do których należały, również zajmowały miejsce szczególne, ze względu na strukturę narodowościową. Nie bez przyczyny bielscy Niemcy ukuli termin „deutsche Sprachinsel”… Osiedleńcy z 1945 roku, którzy zajęli poniemieckie i pożydowskie domy, traktowali to miejsce jak tzw. ziemie odzyskane (interesujące epizody tego rodzaju opisuje Marek Bernacki, ale nie zdradzę – przeczytacie w książce). Podbeskidzie to nowa nazwa na tę odrębność, wypełnioną oczywiście inną treścią. Zapisaną chwalebnie na kartach historii Polski dzięki regionowi Solidarności, bo o piłce nożnej nie wspomnę. A wreszcie usankcjonowaną powołaniem diecezji, w skład której wchodzi z przyległościami. To wszystko w żaden sposób nie unieważnia ani śląskości (w austro-węgierskiej, a nie pruskiej odmianie), ani nawet cieszyńskości Bielska, ani też małopolskości Białej. Chyba że ktoś chce znowu wleźć w krótkie spodenki i jak w „Chłopcach z Placu Broni” tłuc z kolegami z sąsiedniej ulicy. Tożsamość regionalna to bardzo piękne i wzbogacające zjawisko – dopóki nie stanie się cepem, kamieniem czy kulą błota.
Na dużo niższym poziomie (78–121 m n.p.m. czyli w Warszawie) znajduje się falliczny gest pewnej posłanki, nazywany dotąd niekiedy „fakasem”. Nie wymieniam nazwiska, ponieważ współczuję rodzinie tej pani, która swoje nazwisko już na zawsze związała z pokazywaniem środkowego palca.  Jak wiadomo, ten rodzaj ekspresji jest często używany przez kierowców. Otóż z mojego doświadczenia wynika, że elegancka dama za kierownicą, jeśli już czuje nieprzepartą potrzebę użycia gestu imienia posłanki, czyni to dyskretnie, pod deską rozdzielczą (byłem świadkiem takich praktyk wielokrotnie). 
Mniej więcej na tym samym poziomie (88–154 m n.p.m. – Olsztyn) plasuje się gest może nie tak wulgarny, ale który w ostatnich tygodniach najbardziej mnie poruszył. Sędzia triumfalnie drący na strzępy dokument z wnioskiem zgromadzenia sędziowskiego. Zapewne intencją wykonawcy był przekaz, który dawno temu car Aleksander II wygłosił słownie, po francusku, do delegacji polskiej wyrażającej nadzieję, że przywrócić zechce autonomię Królestwa Polskiego: „Point de reveries, messieurs!” (Żadnych marzeń, panowie!). Jednak wymowa olsztyńskiego zdarzenia była inna. Prawo w demokratycznym państwie rodzajem umowy: ustalamy jakieś reguły i umawiamy się, by je przestrzegać. Gest sędziego unaocznił, jak bardzo ta umowa jest krucha. To było jak wywrócenie szachownicy. Jak gdyby kapłan przy ołtarzu, w trakcie nabożeństwa, zdjął szaty liturgiczne i ogłosił, że to tylko było tylko udawanie. Chciał pan być zapamiętany jak Herostrates, panie Nawacki, więc zapisuję, żeby nie zapomnieć.
 
Janusz Legoń
 


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama