Festiwal marketingu
Festiwal marketingu

Festiwal marketingu politycznego dobiega końca.

13 października oddamy głos na kandydatów do parlamentu, którzy różnymi technikami chcą, rzecz jasna dla dobra Polski, wpłynąć na nasze „ośrodki decyzyjne”, ukryte w różnych zakamarkach naszego mózgu i objawiające się w sposób zróżnicowany i nieraz zaskakujący. 
Trzeba przyznać, że kampania w naszym mieście nie przybrała zbyt radykalnych form, raczej te które już wszyscy znamy i na które zazwyczaj publika reaguje – plakaty i banery. W sumie każdy z osobna dość estetyczny, razem tworzą cepeliadę, która, jakimś cudem, mieści się w naszej przestrzeni miejskiej. Bynajmniej, i tu proszę o wybaczenie wszystkie kandydujące panie, nie wzbogaca to walorów estetycznych, wręcz przeciwnie. Facjaty jednak sprzedają się najlepiej. Jak wskazują badania, wyborca głosuje na tego kogo zna. A proces poznawczy z racji rozleniwienia statystycznego Kowalskiego, polega na skojarzeniu twarzy z nazwiskiem (i najlepiej żeby było to nazwisko krótkie lub podobne do kogoś mega znanego) i szybkim odnalezieniu go na liście wyborczej. Garstka tych wyborców, którzy chcą czegoś więcej sięga po programy, wsłuchuje się w słowa, uczestniczy w debatach. 
W tym roku w naszym mieście zorganizowano kilka debat. Rzecz jasna, nie wszyscy posłowie (przyszli lub niedoszli) przyjęli zaproszenia na takie spotkania. Byli tacy, którzy rękami i nogami bronili się przed konfrontacją lub tacy, którzy – jak sądzę – nie chcieli zrobić PR-u organizatorom. A bywa przecież i tak, że niezdecydowany elektorat można byłoby sobie zjednać, a bywa też tak, że organizator debaty może ma jakiś elektorat na szczeblu samorządowym, który można by zagospodarować. 
Niektórzy wybrali nieustającą praktykę festiwalu twarzy, zaśdeklaracje przyszłych parlamentarzystów łudząco przypominają wypowiedzi kandydatek w konkursach miss piękności. Każdy jest za sprawiedliwością, obroną uciśnionych, opieką nad osobami starszymi i troską o dzieci. Generalnie wszyscy są dobrzy i chcą żeby w kraju nad Wisłą żyło się lepiej. Tu jednak nie „rozchodzi się” o to, co oni mają na myśli. Tu idzie o rdzeń tych deklaracji, o  światopoglądową podstawę. W dzisiejszych czasach pozbawionych w sumie głębszego myślenia (filozofii) odwołanie do niego stanowi warunek określenia postawy wyborcy. Z jednej strony można stawiać na jednostkę, jej wolność – z wszystkimi, także negatywnymi, konsekwencjami takiego wyboru; z drugiej stawia się na ideę państwa, prawa i sprawiedliwości, przy całej niejednoznaczności tych pojęć. 
Żeby nie popełnić błędu, musimy zdawać sobie z tego sprawę z konsekwencji naszych wyborów w bliższej i dalszej przyszłości.


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama