Przedwyborcze przemyślenia
Przedwyborcze przemyślenia

Gadzinówki, Facebook i wybory… czyli nie dajmy się manipulować

Z okazji 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej Muzeum Historyczne w Bielsku-Białej przygotowało wystawę pt. „Bielski wrzesień. Pamięć o latach okupacji”. Na wystawie moją uwagę zwróciły gazety z czasu okupacji. Ciężko znaleźć bardziej naoczny przykład kłamliwej propagandy niż niemieckie gadzinówki z tamtego okresu czy polskojęzyczne, sowieckie gazety przeznaczone dla mieszkańców dopiero co zajętej wschodniej Polski. Po tylu latach budzić mogą jednocześnie śmiech, przerażenie i zdziwienie. Można zapytać, jak to możliwe, że ktokolwiek mógł wierzyć w tak nachalnie fałszywy przekaz? A przecież pomimo, że większość naszego narodu rozumiała, że” Ilustrowany Kuryer Codzienny” czy „Czerwony Sztandar” to narzędzia totalitarnej propagandy, to przecież byli i tacy, którzy szybko dali się zindoktrynować.
Tak się składa, że zbliżają się jesienne wybory parlamentarne i jesteśmy bombardowani bardzo wieloma przekazami, kierowanymi do nas przez partie, walczące o utrzymanie lub przejęcie władzy na kolejne 4 lata. Wszystko odbywa się w granicach prawa, mamy kampanię wyborczą i ktokolwiek wygra te wybory, jako Polacy będziemy się rządzić sami we własnym państwie. Różnica ze strasznym czasem okupacji jest oczywista. Naprawdę mamy sporo szczęścia.
Dobrze jednak pamiętać, że w dzisiejszym, zglobalizowanym świecie, do którego należy też Polska, problemy propagandy i manipulacji politycznej przyjęły nową postać. I trzeba umiejętnie się w tym świecie poruszać, odróżniając fakt od fake newsa, a rzeczywistość od fikcji. Jest to chyba jeszcze trudniejsze niż w czasach naszych dziadków i pradziadków. Rywalizujący o władzę mają do dyspozycji nie tylko prasę, radio i telewizję, w których mogą jednostronnie przedstawiać swoją wersję świata. Mają też do dyspozycji technologie internetowe, które poza tym, że dają nam stały dostęp do informacji (za co im chwała), to mają też swe ciemne strony. Google czy Facebook znają naszą osobowość, zainteresowania, a nawet słabe punkty. Koncerny internetowe wszystkie te informacje wykorzystują w celu dotarcia z adekwatnym przekazem do odpowiednio sprofilowanej grupy odbiorców. Wiedzą o tym prowadzący kampanie wyborcze, którzy korzystają z usług internetowych gigantów. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że ani zwycięstwa Trumpa w USA, ani przegłosowania w referendum wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej nie byłoby, gdyby nie możliwość zbierania i wykorzystywania naszych danych w sieci. 
Co zatem robić, aby nie dać się ogłupić podczas kampanii wyborczej? Po pierwsze, korzystać z kilku wyszukiwarek internetowych (w miarę bezpieczny jest nie należący do Google’a Firefox). Po drugie, nie czytać jedynie tego, co pojawia się na naszej tablicy na Facebooku – polecane i płatne treści są najbliższe naszemu psychologicznemu portretowi, stworzonemu przez Facebooka i wykorzystywanemu przez prowadzących kampanie wyborcze w Internecie. Po trzecie, mieć zdrowy dystans do komentarzy pod artykułami i postami - część z nich piszą opłacane przez komitety wyborcze tzw. internetowe trolle. A po czwarte, myśleć samodzielnie, a więc sprawdzać, jak w oryginale, w całości i w jakim kontekście brzmiała cytowana wypowiedz danej osoby. Najlepiej zaś czytać kilka tytułów gazet i portali na raz, nie ograniczając się do jednego i nie oglądać tylko jednej stacji telewizyjnej. Bezczelność politycznej manipulacji nie znała granic 80 lat temu, a i dziś granice przesuwane są coraz dalej. Miejmy tego świadomość zwłaszcza w okresie kampanii wyborczej.


Lista
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama