Kurier.BB – Gazeta Miejska
Awans jest nasz!

Po czterech latach przerwy Podbeskidzie znowu zagra w piłkarskiej ekstraklasie.

Górale promocję na najwyższy poziom przypieczętowali w szalonym, wygranym 4:3, meczu z Odrą Opole. O przepisie na awans, zarządzaniu sportową spółką, momentach zwątpienia oraz  tym jak Górale chcą się prezentować w PKO BP Ekstraklasie z prezesem klubu Bogdanem Kłysem rozmawia Jarosław Zięba.
 
– Jaki jest przepis na awans?
– Jedność. To jest najważniejsze. Decydujące było to, że każdy kto jest  przy drużynie zainteresowany był tym awansem. Taką grupę udało się stworzyć poczynając od osoby, która mnie wskazała na stanowisko prezesa, czyli Janusza Okrzesika, poprzez prezydenta Jarosława Klimaszewskiego, który ten wybór zaakceptował, prezesa Łukosza, który również się do mnie przekonał, ale także pracowników, sztab trenerski i piłkarzy. Wszyscy graliśmy do tej samej bramki. Moją rolą było stworzenie chęci do tej wspólnej gry i to się udało. 
 
– Łatwiej jest wywalczyć pierwszy awans czy powrót na najwyższy szczebel?
– Z pewnością pierwszy raz jest niepowtarzalny, aczkolwiek powrót związany jest z podobnymi odczuciami. To też wspaniały czas. Niektórym ten powrót zabrał kilkanaście lat, a nawet więcej, jak chociażby w przypadku awansującej razem z nami Stali Mielec, która powraca do ekstraklasy po 24 latach. My, dzięki zmianom, które zaszły w mieście, uporaliśmy się z tym tak naprawdę w półtora roku.
 
– Czy to, że nie był Pan wcześniej związany ze środowiskiem piłkarskim to plus czy minus?
– To nie ma znaczenia. Klub jest spółka akcyjną, czyli przedsiębiorstwem, które musi mieć solidne fundamenty, czyli zdrowe finanse, dobrych zarządzających – w dziale księgowości, dziale prawnym, kadrach. To wszystko zostało przeze mnie zmienione. Wchodząc do innej firmy zrobiłbym tak samo. Dodatkowy dreszczyk emocji w klubie piłkarskim wywołuje to, że jest to praca na żywym organizmie. Aspektu sportowego, za który odpowiedzialny jest trener Brede, nie da się przewidzieć. Można przygotować zespół wykorzystując całą swoją wiedzę i zaangażowanie, jednak ten zespół może nie uzyskać takiej formy, jaką by się chciało osiągnąć. W tradycyjnej firmie jest większa szansa na uzyskanie pozytywnego wyniku, jeśli dobrze się pracuje. W klubie jest ten dreszczyk emocji i niepewności. Nam, a w zasadzie trenerowi, udało się trafić z formą i osiągnąć sukces.  
 
– Wokół klubu zmieniła się tez atmosfera, nastawienie kibiców. Wyniki w tym pomagają, ale w przypadku Podbeskidzia było to poparte pomysłem i pracą.
– Przychodząc do Podbeskidzia zetknąłem się z wieloma złymi opiniami o klubie. Postanowiliśmy działać przejrzyście, poprawiliśmy pracę w dziale marketingu, komunikacji, w dziale prasowym. To zaowocowało tym, że kibice docenili nasze działania. Korzystając z okazji chcę podziękować wszystkim pracownikom za zaangażowanie i dobrze wykonaną pracę. 
Naprawiliśmy także kilka innych błędów poprzedników. Wyjaśniliśmy sprawy ze szkołą i akademią, prowadzoną przez BBTS Podbeskidzie kierowany przez byłego prezesa Podbeskidzia Jerzego Wolasa i Jarosława Rozmusa. Dzięki temu stworzyliśmy drugi zespół, trenowany przez Adriana Oleckiego, a złożony w całości z wychowanków. Dzięki temu wprowadziliśmy kilku fajnych chłopaków do pierwszego zespołu. Mam na myśli Kacpra Gacha, Konrada Sierackiego, Kubę Bierońskiego, Szymona Mroczko. Okazało się, że nasi wychowankowie potrafią grać w piłkę, w dodatku w naszej drużynie.
 
– Czy miał Pan w tym sezonie momenty zwątpienia?
– Nie. Jak się jest pewnym dobrze wykonywanej pracy to nie przychodzą chwile zwątpienia. Oczywiście, pewien  dreszczyk emocji był. Przede wszystkim przed pierwszym meczem na wiosnę. To był mecz z Wigrami Suwałki. Zastanawiałem się w pierwszych dwudziestu minutach co my gramy, bo piłka nas nie słuchała, odskakiwała na aut. Potem jednak wszystko zaskoczyło, wygraliśmy ten mecz 4:0, a już następny mecz – z Wartą Poznań – to był majstersztyk. Mimo, że wygraliśmy tylko 2:0, to w żadnej minucie się nie bałem o wynik. 
Potem nastąpił czas epidemii, gdzie rozgrywki zostały przerwane. Czekaliśmy jednak ze spokojem, bo byliśmy na pierwszym miejscu, a regulamin mówił, że w przypadku niedokończenia sezonu decyduje tabela po ostatniej w pełni rozegranej kolejce. Osobiście byłem jednak za tym, aby rozgrywki wznowić i dokończyć sezon. 
 
– Dlaczego? 
– Gdyby awans nastąpił po przerwanych rozgrywkach, zawsze znaleźliby się malkontenci, którzy by narzekali, że awans nie był zasłużony.  Teraz możemy mówić o w pełni zasłużonej promocji. Graliśmy, moim zdaniem, najlepszy futbol w lidze, strzelaliśmy najwięcej bramek, prawie najmniej traciliśmy. Marzyłem o tym, aby oprócz pierwszego miejsca pokazać także dobry styl. Chwała trenerowi Brede, że taki styl wypracował. 
 
– Ekstraklasa to inny poziom, zarówno sportowy, jak i organizacyjny. Czy Podbeskidzie jest gotowe na to wyzwanie?
– Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, to pracujemy na poziomie ekstraklasy. Pracownicy klubu mają doświadczenie w pracy na najwyższym poziomie i nie widzę tutaj problemu. Jeśli chodzi natomiast o poziom czysto sportowy, to nie wiem. W ekstraklasie nigdy nie byłem. Zapewniam jednak, że postaramy się wyciągnąć wnioski z błędów, które popełnili inni beniaminkowie i takich błędów już ni popełnić. Chcemy w ekstraklasie nadal mieć swój styl i grać dobre mecze. Jeżeli będziemy natomiast widzieli, że idzie to w złym kierunku, to będziemy robili korekty.
 
Foto: Jakub Ziemianin / TS Podbeskidzie
 
 
Zobacz też:


Lista wiadomości
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama


Reklama

Reklama