Ludzie już się zgłaszają
Ludzie już się zgłaszają

Rozmowa z Dariuszem Gajnym, który 1 grudnia obejmie funkcję ogrodnika miejskiego.

Zdaniem Stowarzyszenia Niezależni.BB jednym ze sposobów walki z nadmierną degradacją zieleni w naszym mieście jest powołanie ogrodnika miejskiego. Ma on zająć się koordynacją na poziomie Urzędu Miejskiego wszystkich zadań związanych z utrzymaniem drzew i terenów zielonych w Bielsku-Białej. Z Dariuszem Gajnym, który 1 grudnia obejmie funkcję ogrodnika miejskiego rozmawia Jarosław Zięba.
 
– Przed Panem trudne zadanie. Z jednej strony duże oczekiwania mieszkańców, z drugiej urzędnicza machina, która z pewnością nie będzie pomocna w działaniach, jakie na Pana czekają. Nie boi się Pan tego wyzwania?
– Lekkie obawy są. Mówię jednak, że lekkie, ponieważ przynajmniej od 15 lat współpracuję z Urzędem Miasta w Bielsku-Białej, z różnymi jego wydziałami. Na przestrzeni tych lat przychodziłem tutaj z wieloma problemami, więc wiem jak to wygląda z drugiej strony. Gdyby tego doświadczenia nie było, to pewnie byłyby większe obawy, że zderzę się ze ścianą, którą najłatwiej określić jako „nie da się”. Doświadczenie powoduje jednak, że wiem jak się w tych strukturach obracać i jakich możliwości rozwiązań szukać. Nie ulega jednak wątpliwości, że praca urzędnika będzie dla mnie pewną nowością. 
Dużą wagę przykładam do dialogu, zarówno z urzędnikami jak i  z mieszkańcami i różnymi grupami społecznymi. Poprzez wspólne spotkania i rozmowy będziemy szukali najlepszych rozwiązań. Trzeba bowiem pamiętać, że oprócz dobrej woli jest jeszcze coś takiego jak przepisy prawa, których należy przestrzegać. Często nie są one doskonałe, nie wszystko też zależy od miasta. Oczywiście nie będzie tak, że gdy ktoś przyjdzie to wyciągnę ustawę i powiem, że nie można nic zrobić. Będziemy szukali w takich przypadkach rozwiązań, które pozwolą żeby Ci, przychodzący w dobrej wierze mieszkańcy, nie czuli się odrzuceni. 
 
– Doświadczenie w działalności społecznej będzie z pewnością przydatne.
– Tak. Myślę, że dużym plusem jest sytuacja, że jeszcze nie pracuję, a mieszkańcy już się zgłaszają do mnie z problemami. To jest fajne, tym bardziej, że często są to ludzie, z którymi wcześniej już współpracowałem. 
 
– Są też jednak zarzuty, że umocowanie ogrodnika, jako inspektora w Wydziale Gospodarki Miejskiej, nie wystarczy do rozwiązania problemów, które przed Panem zostaną postawione.
– Dochodziły do mnie głosy mieszkańców, że to kolejny urzędnik, Ja jednak problemu w tym nie widzę. Są to aspekty czysto prawne. Zgodnie z przepisami nie ma obecnie możliwości powołania pełnomocników prezydenta, mógłbym ewentualnie zając stanowisko podległe bezpośrednio Prezydentowi Miasta. Z mojego punktu widzenia to, że będę formalnie podlegał naczelnikowi Wydziału Gospodarki Miejskiej nie jest problemem. Wszytko zależy od ludzi, z którymi będę współpracował - naczelników i pracowników innych wydziałów. Jeśli oni będą mieli dobre podejście do stanowiska ogrodnika miejskiego, a z tego co na razie rozmawiam, tak jest - to myślę, że umocowanie formalne jest nieważne.
 
– Nie będzie Pan jednak kolejnym urzędnikiem, który utonie w papierowej dokumentacji? 
– Nie wyobrażam sobie, aby ogrodnik miejski był osobą, która zasiada za biurkiem i zajmuje się tylko sprawami papierkowymi. Moje terenowe obowiązki będą wynikały chociażby z ostatniego zarządzenia Prezydenta Miasta odnośnie ochrony drzew na terenie inwestycji, zgodnie z którym właśnie ogrodnik miejski ma rozbudowany nadzór na wykonawcą robót. 
W terenie chcę być jednak nie tylko w związku z inwestycjami. To jest tak jak z przydomowym ogrodem - wiadomo, że nie da się zaplanować w nim wszystkiego na cały rok do przodu, bo jest to substancja żywa. 
 
– Czy będzie chciał Pan wprowadzić w mieście jakieś systemowe zmiany związane z organizacją terenów zielonych?
– Jestem z wykształcenia architektem krajobrazu, dlatego – oprócz rzeczy wiązanych stricte z zielenią w mieście – na sercu leżała mi będzie szerzej pojęta przestrzeń miejska oraz estetyka związana zarówno z zielenią jak i małą architekturą czy infrastrukturą. 
Chciałbym, aby w Bielsku-Białej opracowane zostały strefy roślinności, To praktyka, która w kilku polskich miastach już się pojawiła. W ramach takiego dokumentu wydzielane są obszary, w których z góry zakładamy jaka roślinność będzie obsadzana. Musimy pamiętać, że w centrach miast, które są mocno zdegradowane ekologicznie, gatunki słabsze nie będą tak trwałe jak na obrzeżach czy w naturalnym środowisku. Drzewa w centrum miasta trzeba będzie częściej wymieniać. Zmiany te trzeba połączyć ze zmianami klimatycznymi, które niezaprzeczalnie następują. Projektując nasadzenia drzew trzeba wybrać takie gatunki, które przetrwają kolejne lata, a nie nasadzić coś, co za 7-10 lat zacznie usychać, gdyż nie poradzi sobie ze zmianami klimatycznymi. Takie opracowanie powinno być wskazówką zarówno dla miasta, jak i dla osiedli i podmiotów prywatnych, które także funkcjonują w przestrzeni miasta.
 
– Czy powołanie ogrodnika miejskiego kilka lat wcześniej pozwoliłoby uratować przynajmniej część z drzew, które w ostatnich latach masowo były w Bielsku-Białej wycinane? 
– Spora część ludzi oczekuje, że będę chronił każdego drzewa. Musimy jednak pamiętać też o tym, że w Wydziale Ochrony Środowiska więcej jest wniosków mieszkańców o wycinkę niż o uratowanie jakiegoś drzewa. Nie mogę powiedzieć, że za wszelką cenę będziemy chronili każdego drzewa. Są miejsca i warunki, w których danego drzewa musimy się pozbyć. Oczywiście są to jednostkowe przypadki, ale finalnie składają się one na dość dużą liczbę. Musimy zachować równowagę. Nie ulega wątpliwości, że wycinki muszą być ograniczane, a jeśli już taka konieczność będzie, to trzeba je rekompensować nasadzeniami nowych drzew, i to nie w skali jeden do jednego. Jeśli wytniemy jedno duże drzewo, to w jego miejsce powinniśmy nasadzić pięć mniejszych.  
 
– Czy, Pana zdaniem,  Bielsko-Biała jest miastem zielonym?
– Z mojej perspektywy Bielsko-Biała jest miastem zielonym, aczkolwiek jest dużo miejsc, które wymagają jeszcze zazielenienia. Oczywiście w granicach rozsądku. Słyszałem o pomysłach zazielenienia ulicy 11 Listopada. Ciężko wyobrazić sobie rozbiórkę bruku i sadzenie tam drzew. Tam nie ma na to fizycznie miejsca. Można jednak szukać innych metod, jak chociażby drzewa w donicach, które na takiej ulicy możemy już postawić. Podobnie jak na placu Chrobrego. Takie drzewa są mobilne, organizując jakieś wydarzenie możemy je przestawić, a potem z powrotem przywrócić na dane miejsce. Trzeba pamiętać, że ulice i place pełnią różne funkcje w ciągu całego roku, nie można więc wszystkiego obudować roślinnością, żeby potem okazało się, że nie możemy w centrum miasta zorganizować z tego powodu wydarzeń kulturalnych. Działaniom musi przyświecać hasło zrównoważonego rozwoju. Musimy mieć przestrzeń dla funkcjonowania człowieka, ale są też miejsca gdzie możemy się cofnąć i zostawić trochę przestrzeni naturze, bez której nie będzie w przyszłości  życia. Chcę to wypośrodkować
 


Lista wiadomości
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama