Testament strajku bielskiego
Testament strajku bielskiego

O strajku bielskim oraz bieżącej działalności Solidarności rozmawiamy z Markiem Boguszem – Przewodniczącym Zarządu Regionu Podbeskidzie NSZZ „Solidarność".

– Obchodziliśmy niedawno kolejną rocznicę strajku bielskiego. Czym ten strajk był dla bielskiej Solidarności?
– Strajk był zrywem ludzi, którzy się nie zgadzali na wszechobecną niesprawiedliwość tamtych czasów. Potrafiliśmy w tych ciężkich czasach odkryć i udowodnić nadużycia władzy. Strajk rozpoczął się jako odpowiedź na bezprawne działania wojewody, prezydenta miasta czy komendanta wojewódzkiego milicji. Komisja, która tutaj przyjechała dla zbadania sprawy, potwierdziła nasze zarzuty. Co prawda nie odwołano tych ludzi od razu, zawarte pod patronatem biskupa Dąbrowskiego porozumienie mówiło o tym, że to Kościół dał słowo, iż ci ludzie zostaną odwołani. I oni, po pewnym czasie, gdy ludzie już wrócili do pracy, zostali odwołani.
Warto pamiętać, że w tym sprzeciwie brała udział masa ludzi – ponad 200, a niektórzy mówią, że nawet 230 tysięcy ludzi. To więcej niż Bielsko-Biała ma mieszkańców. Bo protestowało nie tylko nasze miasto, ale całe byłe województwo bielskie. 
Mało kto pamięta, że w wyniku strajku po raz pierwszy prezydentem miasta został Jacek Krywult, na którego wybór zgodę wyraziła ówczesna Solidarność. 
Strajk ma też znaczenie dla naszego działania dzisiaj. Przypomina nam, że nawet w tych beznadziejnych – wydawałoby się – czasach, byliśmy w stanie wywalczyć prawdziwe zmiany. Tym bardziej dziś nie wypada nam mówić, że się czegoś nie da. Wszystko się da, trzeba tylko wytrwale dążyć do celu, mieć upór, przekonywać drugą stronę solidnymi argumentami. Myślę, że to jest testament strajku bielskiego dla obecnej Solidarności. 
 
– Jakie dziś są główne pola działania Solidarności?
– Staramy się, aby nasze działania były skierowane do ogółu społeczeństwa. Włączamy się w akcje, które są organizowane przez Komisję Krajową Solidarności. Jesteśmy w sporze z rządem, a nasze żądania są dość dobrze znane, bo nie są nowe. Chodzi tutaj chociażby o możliwość przejścia na emeryturę bez względu na wiek po 35 latach pracy kobiet i 40 latach pracy mężczyzn, pluralizm związkowy (bo np. w służbach mundurowych Solidarność nie może działać) czy podniesienie kwoty wolnej od podatku. Rząd obiecywał to w czasie kampanii wyborczej i do dziś obietnicy tej nie zrealizował. Kiedy tę kwotę zwiększać, jak nie teraz, gdy budżet osiąga tak dobre wyniki?
Jesteśmy gotowi do rozmów, czekamy na nie. Muszą one być jednak konstruktywne, a ich ustalenia dotrzymane.
 
– Czy ludzie chętnie zapisują się dziś do związków zawodowych?
– Na pewno nie ma stagnacji, odnotowujemy wzrost liczby członków. Jeśli jednak ktoś zapyta, czy mamy tylu członków jak w latach osiemdziesiątych, to oczywiście nie. Wtedy było nas 10 milionów, teraz na pewno jest nas mniej. Nie jest to jednak powód do rezygnacji z działań. Trzeba cały czas przekonywać ludzi, że jesteśmy związkiem dobrze przygotowanym do działalności. Mamy swoich prawników, mamy ludzi, którzy są nam przydatni przy negocjacjach oraz ekspertów, którzy nas wspierają. Jesteśmy profesjonalnym związkiem zawodowym.  
 
– Czy Solidarność angażuje się w życie miasta? Współpracujecie z samorządem Bielska-Białej?
– To jest rzecz, którą mamy przed sobą. Chcemy takiej współpracy choćby dlatego, że miasto jest gigantycznym pracodawcą, a my mamy swoich członków w szkołach, placówkach kultury, spółkach komunalnych i zależy nam, by mieli dobre warunki pracy i godziwe płace.
Z byłym prezydentem Jackiem Krywultem nie udawało nam się znaleźć wspólnego języka. Teraz korzystając z pomocy Przewodniczącego Rady Miejskiej, Janusza Okrzesika, próbujemy zorganizować spotkanie z prezydentem Klimaszewskim, wystosowaliśmy zaproszenie i czekamy na odpowiedź. Z nieoficjalnych informacji, które posiadam wynika, że prezydent przyjął nasze zaproszenie na związkowe zebranie, które odbędzie się w marcu.
Będzie to pierwsze spotkanie, na którym chcielibyśmy porozmawiać o tym, jak władze miasta widzą rozwój Bielska-Białej. Chcemy także przekazać uwagi, które ma strona społeczna. Otwartym tematem jest także stworzenie stałej platformy dialogu między miastem a Solidarnością w sprawach mieszkańców i pracowników.. Mamy duże nadzieje, że się to uda. Nowy Prezydent deklaruje otwarcie, więc rozmawiajmy. My także jesteśmy mieszkańcami tego pięknego miasta, jeśli jest więc tylko możliwość, aby Solidarność brała udział w rozwoju miasta, to jesteśmy na to gotowi.
 
Rozmawiał Jarosław Zięba

 

Strajk bielski

27 stycznia 1981 roku ponad sto osób z Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego zamyka się w świetlicy bielskiej Bewelany. Protestują przeciwko skorumpowanym władzom lokalnym. Mają dokumenty, które potwierdzają nadużycia. Do protestu przyłączają się pracownicy kilkuset zakładów w regionie. W Fabryce Samochodów Małolitrażowych strajkuje 80 proc. załogi, zaś w całym regionie do akcji, nazwanej później strajkiem bielskim, przystępuje 200-230 tysięcy osób. Pod bramami zakładów gromadzą się mieszkańcy, którzy przynoszą koce, jedzenie, napoje. 
5 lutego, po kolejnym impasie w negocjacjach, mediacji pomiędzy władzami a Solidarnością podejmuje się biskup Bronisław Dąbrowski. Po 10 dniach protestu dochodzi do porozumienia – Kościół gwarantuje, że winni nadużyć odejdą ze swoich stanowisk. Po zakończeniu strajku odwołani zostają m.in.: wojewoda, wicewojewodowie, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej, prezydent miasta i jego zastępcy, komendant wojewódzki milicji, pierwsi sekretarze komitetów wojewódzkiego i miejskiego PZPR.
 
 


Lista wiadomości
Strona główna

Reklama

Reklama

Reklama